poniedziałek, 30 grudnia 2013







Zapraszamy na treningi od nowego roku

Kalarippayattu – Indyjska Sztuka walki

Prowadzący: Maciej Karasiński

Miejsce: Kraków, ul. Szpitalna 40- „Kontakt-Przestrzeń Ruchu i Tańca”


www.facebook.com/przestrzenKONTAKT

pierwszy trening jest darmowy!

--
Maciej Karasiński, od 2007 roku trenuje w CVN kalari w Indiach (Kerala) wg. tradycyjnego przekazu; doktorant filologii orientalnej UJ, ukończył studia doktoranckie w Indiach (University of Calicut); jest autorem publikacji naukowych i popularnonaukowych o kulturze orientu i filozofii indyjskiej; brał udział w pokazach kalari w Indiach, wraz z indyjskimi trenerami CVN kalari prezentował techniki walki bronią dla telewizji indyjskiej i francuskiej.

sobota, 28 grudnia 2013

Kolorowa przygoda w Kerali


Kerala to owiany morską bryzą, monsunowo-zielony, baśniowy region  Indii. Kultura tego południowego stanu jest równie różnorodna jak ta, która istniała tam przed wiekami. Tu wciąż słychać starożytne pieśni o bohaterach, bajecznie kolorowe, taneczne dramy uświetniają świątynne misteria, a w odludnych uroczyskach składa się ofiary bogom i demonom.

Według legendy Paraśurama, heros będący wcieleniem boga Wisznu, wzniósł pierwsze świątynie w Kerali i nakazał braminom strzec praw i obyczajów Hinduizmu. Także dziś, w Kerali obowiązują surowe,  zwyczajowe prawa przodków i tak jak dawniej naucza się tu tradycyjnych sztuk i rzemiosł takich jak: astrologia, ziołelecznictwo (ajurweda) czy sztuki walki. Nawoływanie muezina, psalmy Tomaszowych chrześcijan i hinduskie pieśni harmonijnie łączą tu swe brzmienia.  Od kokosowych gajów Kannur,  przez słoneczne plaże Calicutu, herbaciane wzgórza  Munnar, aż po monumentalne świątynie Trishur i fortyfikacje kolonialnego  Cochin, keralska kraina zdumiewa i zachwyca swym wdziękiem.
zapraszam

piątek, 27 grudnia 2013

Indyjski ślub



Zaproszenie leżało na stole obok nadgryzionej przez mole książki Naipula i sterty poplamionych papierzysk. Było niewielkie, złożone w pół i wyglądało jak list od dawno niewidzianego znajomego. Na górze karty widniał szkarłatny napis: „Renu poślubia Rameśa”. Dalej: data, dwa tandetne, siwo-purpurowe serca i sztampowa formułka zapisana kursywą: „Serdecznie zapraszamy na ceremonię zaślubin naszej córki Renu z domu Nair z Rameśem synem Narayana oraz na lunch, który odbędzie się po rzeczonej uroczystości”. Biały arkusz zamknięty został arabeskowym wzorem tu i ówdzie zranionym różem. W formie i treści zaproszenia kryła się tęsknota za szczęśliwym i dostatnim życiem. Była tam również skryta obawa, którą parę tygodni wcześniej widziałem w oczach Renu.


Było wczesne popołudnie, różowawe chmury kłębiły się kapryśnie, rzec można zawadiacko, zakrywając niebieskie otchłanie. Renu szła dostojnie acz swobodnie niosąc opasłe tomiska traktujące o filozofii indyjskiej. Zmierzaliśmy do biblioteki. Przez chwilę rozmawialiśmy o naglących sprawach: zbliżających się egzaminach, przeczytanych lekturach i nadchodzącej porze deszczowej. Odcedzone, popołudniowe słońce podkreślało szczupły rysunek twarzy filigranowej hinduski. Ubrana w granatowe sari wydawała się równie subtelnie ciepła jak podmuch wiatru roznoszący wokół zapach jaśminu. Przez chwilę razem smakowaliśmy woń kwiatów porastających rozległe ogrody wokół biblioteki. Renu przymknęła migdałowe oczy i wyszeptała: Rodzice aranżują moje małżeństwo z synem wuja Narayana.


Słońce oparło się o kęs omszałego muru a zduszony warkot trójkołowej rikszy wdarł się w ciszę ogrodu. Kilku smukłych hindusów, śmiejąc się i klaszcząc w dłonie, przemaszerowało traktem obwodzącym mały skwer, na którym staliśmy. Ktoś zapalił biri, a za kokosowym gajem dwie brunatne krowy z nonszalancją przeżuwały kolejny kęs brudnej trawy. Za uniwersytecką biblioteką, jak okiem sięgnąć rozciągały się zielone tereny pagórkowatej Kerali, południowego stanu Indii znanego jako Boska Kraina. Kerala to tropikalne puszcze, dzikie, zalesione rozlewiska, usiane świątyniami wzgórza i pałace tonące w szarej, monsunowej mgle. To świat do którego niegdyś zawitał Vasco da Gama, miejsce gdzie doszło do spotkania starego Wschodu z Zachodem. Od nadmorskiego Calicut do stołecznego Trivandrum i od Cochin aż po Kannur codziennie ktoś otrzymuje szarą kopertę z równo złożoną kartą, opatrzoną tytułem „zaproszenie na ślub naszej córki”. Szlacheckie rody zamieszkujące tereny od perkatych wysoczyzn Waynard aż po obmyte morskimi wodami Kanyakumari: Nair, Nambudiri, Atikal – wszyscy dbają by ich córki i synowie wybrali odpowiedniego partnera życiowego…


Renu zanuciła dziecięcą piosenkę i tanecznym krokiem podbiegła do skłonionego wiekiem drzewa. Zerwała parę czerwonych kwiatów o załzawionych płatkach i wplotła je w swe kruczoczarne loki. Zaśpiewała jeszcze jedną zwrotkę i zamilkła rozglądając się niepewnie wokół. Otoczył nas tłum hinduskich dwudziestolatków. Patrzyliśmy jak spacerują leniwie trzymając się za ręce, obejmując. Wydawało się, że ludzie ci witają się, rozmawiają, kłócą się i żegnają jakby od niechcenia. Jakby kolejne teatralnie wypowiadane zdania zamierały w nieokreśloności ich codziennego życia.
Obiecałem przyjść na ślub. Renu dotknęła opuszkami palców hibiskusa – miał słodki, rozkoszny zapach. Uśmiechnęła się. Trudno było mi określić jej uśmiech, lekki grymas z tajemniczą, cierpką nutą. W jednej chwili jej nastoletnia twarz wydała mi się jednak smutną niezgodą na szarą rzeczywistość. Pomyślałem, że może to tylko złudzenie – ta pełna witalności dziewczyna nie sprawiała przecież nigdy wrażenia rozczarowanej swym życiem.

Pod wieloma względami Indie nigdy się nie zmieniły – tak samo smakuje tu serwowana na śniadanie masala dosa, krowy nadal przechadzają się ulicami metropolii, a ostatnie strony gazet zapełniają ogłoszenia matrymonialne. Prawie wszystkie zaczynają się od słów: „szukamy odpowiedniej małżonki dla naszego syna”, „szukamy przystojnego i bogatego męża dla naszej córki”. Tego typu formy zawierania związków małżeńskich są ogólnie przyjęte choć zdarzają się wyjątki: małżeństwa zawarte wbrew woli rodziców czy też wbrew nakazom astrologa.

Dzień 11 października jest dobrowróżbną datą, a małżeństwo zawarte w tym dniu będzie trwałe i szczęśliwe. Tak powiedział astrolog. Wszystkie szczegóły dotyczące ślubu zawsze konsultowano z Rajeshem Kumarem, astrologiem mieszkającym nad brzegiem Brahmaputry. Taka była tradycja rodu Nair, z którego pochodziła Renu. Pan Kumar odczytał prawdy zapisane w gwiazdach: porównał horoskop córki Naira z datą urodzin przyszłego zięcia i, przy ogólnym westchnieniu ulgi, powiedział, że rodzice nie mogli wybrać lepszego męża dla swojej córki. Rameś jest idealnym kandydatem dla Renu – tak mówią gwiazdy.



Gdy wieczorem czytałem kolejny raz treść zaproszenia, gwiazdy nieśmiało połyskiwały na bezchmurnym niebie. Za oknem raz po raz wiatr przeczesywał korony rachitycznych drzew. Nagle zobaczyłem, że odludną ulicą keralskiej mieściny przechadza się cień. Cień okazuje się Rameśem – przemyka w sztywnym garniturze wąskim, kamienistym traktem… Widziałem jak niesie, zamknięty poświatą księżyca, neseser. Idzie sztywnym krokiem, co chwilę przystaje. Gdzieś w oddali odzywa się ćakrawaka – ptak symbolizujący dozgonną miłość. Rameś zatrzymuje się, wykonuje gest jakby chciał zerknąć na zegarek. Po chwili rusza dalej: idzie zgarbiony i zamyślony. Któż odgadłby o czym myśli. Na pewno tysiące pytań zaprzątają mu głowę: czy praca, którą załatwił mu wuj Rakeś będzie mu odpowiadała? Czy wynagrodzenie będzie wyższe niż czynsz nowego domu? Jak będzie wyglądała jego żona? Czy będzie miała lotosowe spojrzenie i wydatne usta jak księżniczka z baśni, którą czytał mu stary Mohan? Czy może będzie bosą tancerką w turkusowym sari? Rameś następnego dnia ma zobaczyć po raz pierwszy swoją przyszłą żonę. Wprost nie może się doczekać: słyszał o niej wiele dobrego. Opowiadano mu jakie lubi potrawy i że ma serdeczny uśmiech, studiuje na wydziale literaturoznawstwa i dużo czasu spędza w bibliotece. Tyle dowiedział się od jej rodziców. Nie wie jednak, że Renu uwielbia odwiedzać kuzynostwo w pustynnym Radżastanie, lubi zapach starych książek, kurzu, który osiada na ostatnich, niedoczytanych stronicach…


Rameś zaplanował już wszystko: będzie woził swoją młodą żonę czarnym motocyklem, zabierze ją w podróż do tonącego w zapachu nowomody Cochin. Kupi jej srebrny wisiorek i przy szklaneczce słodkiego ćaju będzie zachwycał się jej ciepłym głosem. A Renu będzie się uśmiechać, będzie cieszyć się jak każda dziewczyna w jej wieku. Potem pokaże zdjęcie ślubne koleżankom i będzie delektować się ich zazdrosnymi spojrzeniami. Na drugi dzień Lakszmi, znajoma ze szkolnej ławy, szeptem zdradzi jej szczęśliwą nowinę: ”Rodzice obiecali mi, że za dwa lata ja również będę miała takie zdjęcie” Renu będzie jej gratulować i wspominać słodycz mlecznego pajas – napoju, którym dziewczyna częstuje w noc poślubną swego kochanka. Słodkość ta, ma stanowić preludium cudownych chwil, które będą odtąd treścią wspólnego życia małżonków.


W dniu zaślubin rodziny zebrały się w przestronnym gmachu jednego z teatrów. Na scenie ustawiono kwiaty, lampki i kadzidła przyprószone kolorowymi proszkami. Poproszono naczelnego bramina by stosownym rytuałem przywołał opiekuńcze bóstwa. Gdy tak się stało, delegacja kobiet z rodziny Renu udała się by przywitać pana młodego. Następnie, odziane w odświętne sari, kobiety z rodu Rameśa udały się by powitać jego przyszłą żonę. Wszystko przy ciekawskich spojrzeniach przybyłych gości. Renu stała na scenie nieco zatrwożona, niby aktorka, która zapomniała swojej kwestii. Ceremonia była w istocie dopracowanym przedstawieniem – rytualną dramą odgrywaną przed publicznością złożoną z ludzi i bogów.

Błysnął flesz i pan młody wkroczył majestatycznie do obramowanego wotywnymi przedmiotami audytorium. Świeże, białe kwiaty wpięto we włosy Renu, jako symbol czystości i wierności małżeńskiej. Z widowni dały się słyszeć okrzyki radości – państwo młodzi ukazali się razem na scenie. Ceremoniał odbył się tak, jak wymagała tego tradycja. Bramin, pół-nagi szafarz ślubnej ceremonii, dokonał rytuału: konsekrowany ogień spopielił rozdrobnione ziele kuśa, a różnobarwne kwiaty rozrzucono wokół zapalony lampek oliwnych. W oparach obiaty zadźwięczały pradawne mantry.

Za oknem ukazały się krople deszczu a nagły podmuch wiatru rozwiał ułożoną z tęczowych proszków jantrę – magiczny symbol hinduistycznego obrzędu. W podniosłej atmosferze, w burzy oklasków, pan młody zawiesił na szyi swej wybranki ozdobny medalik z magicznym grawerunkiem. Ten amulet i symbol małżeńskiej wierności olśnił zgromadzonych kunsztownym wykończeniem. Moment ciszy potem aplauz, trzask migawek i skandujący tłum. Gdy państwo młodzi zasiedli na wtoczonych na scenę fotelach, zgodnie z hinduską tradycją zostali nakarmieni mleczno-bananową strawą: otrzymali łyżkę pełną słodkiego pajas od każdego z przybyłych krewnych. Gdzieś za oknem audytorium zakwiliła ćakrawaka.
Jeszcze długo tego dnia młoda para delektowała się wiwatami wznoszonymi na ich cześć. W tłumie zniknął zaproszony bramin. Zabrano ze sceny oliwne lampki i zaproszono gości na wykwintny obiad. Długie stoły zazieleniły się liśćmi bananowca, których w Kerali używa się zamiast talerzy. Podano: ryż, morskie ryby i pikantne curry.

W zamierzchłych czasach dla indyjskiej kobiety małżeństwo oznaczało koniec dzieciństwa, okresu gdy mogła mieszkać ze swoją rodziną i spotykać się z przyjaciółmi. Po ślubie miała wyprowadzić się z rodzinnego domu, do posiadłości męża i zamieszkać z jego rodziną.
W południowych Indiach związki zawiera się często między dalekimi krewnymi, istnieje więc możliwość, iż para pozna się wcześniej. Na północy kraju w związki małżeńskie wchodzą często zupełnie obcy dla siebie ludzie. Większość hinduskich dziewcząt pragnie jednak jak najszybciej wkroczyć w dorosłe życie, stać się kobietą – panią domu.

Ślub córki to dla rodziny wielki wydatek – wymagany jest bowiem odpowiedni posag, prezenty dla rodziny pana młodego i huczna ceremonia weselna. Choć w różnych regionach Indii sam ceremoniał ślubny może przebiegać nieco odmiennie, podstawowy schemat wywodzi się z pradawnych czasów. Ojciec panny młodej oddając córkę przyszłemu zięciowi, rozpalał święty ogień i składał obiatę dla bogów. Jednym z najważniejszych elementów celebry był akt trzykrotnego wkroczenia zaślubionych na rytualnie przygotowany kamień. Następnie młodzi przechodzili wokół, rozpalonego, przy inkantacji mantr, ognia – to tak zwana ceremonia siedmiu kroków. Jeżeli uroczystość odbywa się wieczorową porą, para często udaje się na przechadzkę. Podczas spaceru młoda małżonka powinna złożyć przysięgę wierności w chwili, gdy ujrzy gwiazdę polarną, symbol stałości uczuć.

Renu cieszyła się zdjęciami, które wykonano podczas uroczystości – opasły album przeglądała wielokrotnie. Przyglądała się uważanie każdej z fotografii. Wujostwo, stryjenka, szacowny kuzyn… na ostatniej stronie ślubnego albumu zdjęcia młodej pary wśród zieleni okolicznej dżungli. Dalej fotografia na której Rameś przenosił Renu przez wąski strumień w dziewiczym lesie. Poniżej napis: „Renu i Rameś – wiecznie zielona miłość”. Renu uśmiechnęła się do swoich myśli – pomyślała o przyszłych chwilach pełnych miłości: będzie to miłość zielona, świeża i niewinna, jeszcze niedojrzała – zielona jak pradawna Kerala: spętana pnączami bananowca, zamknięta seledynowymi lasami i szmaragdową tonią oceanu

wczesniej publikowane na wiadomosci24.pl

Od Alabamy do Indii czyli przygody wielebnego oszusta

Książki Mike’a Resnicka, współczesnego, amerykańskiego pisarza science-fiction, cechują liczne nawiązania do legend i mitów. Autor, zainspirowany tradycjami Afryki, stworzył opowieść o szamanie z przyszłości, ratującym swoich pobratymców na odległej planecie („Kirinyaga”). Z fascynacji Czarnym Lądem, powstała również powieść „Kły”, historia tajemniczego artefaktu należącego do plemienia Masajów. Prócz historii afrykańskich, Resnicka fascynowała mitologia i zagadki starożytności. Właśnie dlatego pisał również zwariowane powieści fantastyczno – przygodowe, których głównymi bohaterami były postacie stylizowane na legendarnych bohaterów. 
Opowieść o Lucyferze Jonesie ("Lucyfer Jones") jest w pewnym sensie parodią klasycznych książek przygodowych, satyrą wyśmiewającą przywary i zakłamanie kleru, ale przede wszystkim lekką i przyjemną, pełną ciepłego humoru powieścią łotrzykowską. Tytułowy Lucyfer to podróżnik, kobieciarz, oszust i... kaznodzieja, pragnący zdobyć fundusze na budowę bazyliki pod wezwaniem św. Łukasza. Jako samozwańczy misjonarz, przemierza wszystkie kontynenty, uwodzi Afrykańskie księżniczki, próbuje ukraść skarb Atlantydy, zostaje opatem klasztoru w Tybecie i staje oko w oko z chińskim smokiem. 
Wszystkie opowieści o przygodach Jonesa, pełne są zabawnych perypetii i  humoru słownego. Główny bohater jest nie tylko księdzem i wagabundą, ale też pomysłowym oszustem. Dość powiedzieć, że Lucyfer czerpie zyski z przeganiania duchów w Rzymie, prowadzi dom publiczny w Niemczech ( gdzie wygłasza także kazania) i zamienia katedrę Notre Dame w jaskinię gier hazardowych. Przygoda goni przygodę, a Lucyfera gonią strażnicy prawa, gangsterzy, wilkołaki, wampiry i kanibale.
 Jak wspomniałem, Resnick mistrzowsko parodiuje klasyczne motywy powieści przygodowych w stylu Haggarda czy Stevensona, jak również szydzi z wad narodowych i stereotypów. Ponadto, główna postać powieści jest właściwie antybohaterem; nie dość, że posiada wszystkie wady stereotypowego Amerykanina, to jeszcze zdaje się być ucieleśnieniem przywar katolickiego misjonarza. Mimo to, trudno nie czuć sympatii dla tytułowego Lucyfera, poczciwego szelmy i awanturnika.
Narracja w pierwszej osobie, sprawia, że łatwiej nam jest identyfikować się z Lufycerem -
nicponiem drwiącym z niebezpieczeństw i z nonszalancją parodiującym styl bycia Indiany Jonesa i Allana Quatermaina.

czwartek, 26 grudnia 2013

Urumi - czyli jak Hinduski radża planował zabójstwo Vasco Da Gamy





 Urumi to ciekawy przykład filmu przygodowego: jest to jeden z indyjskich filmów o legendarnych Hinduskich bohaterach walczących przeciw "Europejskim ciemiężycielom". Innymi słowy "Braveheart" w hinduskich szatach


Emocji nie brakuje :XVI wiek i burzliwy okres w historii południowych Indii nękanych przez Portugalczyków, keralski wojownik, który planuje zabójstwo Vasco da Gamy, piękna sceneria monsunowych wzgórz, widowiskowe walki i nostalgiczna muzyka w rytm której pląsają skąpo odziane niewiasty– czyli para-historyczny dramat ku pokrzepieniu postkolonialnych  serc...ale jakże ujmujący.

Urumi ( 2011)
Reż. Santosh Sivan
w roli głównej : Prithviraj Sukumaran
Muzyka: Deepak Dev - film otrzymał wyróżnienia "Best Background Music", " Best Sound Recordist" - Kerala State Film Awards
Zapraszam do zapoznania się z trailerem:

Pojedź z nami do indyjskiego Tybetu

Wyprawa do Kerali.... a później.... podróż tybetańskimi szlakami czyli wyruszamy do Ladakhu

Ladakh – podróż do indyjskiego Tybetu
 plan mojej autorskiej wycieczki do Ladakhu - informacje i zapisy


Ladakh, kraina górskich przełęczy i niebosiężnych szczytów. Ten, tak zwany “Indyjski Tybet” to miejsce szczególne na mapie Indii. Wielowiekowa kultura tego obszaru łączy w sobie tybetańskie tradycje oraz lokalne wierzenia. Zagubione w czasie starożytne klasztory, rezerwaty dzikiej przyrody i wysmagane wiatrem wysokogórskie szlaki  – to tylko niektóre atrakcje, jakie podróżnikom oferuje Ladakh.
Jeżeli kiedykolwiek marzyłeś o tym by zobaczyć jak żyją buddyjscy mnisi, chciałeś ujrzeć zachód słońca w himalajskiej dolinie i odwiedzić letnią rezydencję Dalai Lamy oto wyprawa dla Ciebie.
Podróż rozpoczniemy u zielonych stoków Himachal Pradesh gdzie w spowitych mgłą, sennych himalajskich wioskach wciąż panuje hipisowskich klimat. Do serca Ladakhu dotrzemy transhimalajską “autostradą” wijącą się serpentynami przez ośnieżone przełęcze (ponad 5000 m. n.p.m) i górskie parowy. Jest to jedna z najbardziej malowniczych i najwyżej położonych dróg na świecie.
Będziemy delekotwać się specjałami ladakhijskiej kuchni i księżycowymi krajobrazami wokół baśniowych jezior Tso Kar i Tso Moriri. Nie zatrzymamy się w luksusowych hotelach, ale zamieszkamy w prowadzonych przez Tybetańczyków guest house’ach by bliżej przyjrzeć się życiu mieszkańców tej odciętej od świata krainy. Nam z kolei bacznie przyglądać będą się stada jaków, dzikie osły (kyang) a nawet śnieżne pantery.
Zobaczymy  jak w buddyjskich klasztorach mnisi przygotowują thangki (religijne malowidła na płótnie) i usypują mistyczne mandale. Będziemy świadkami pełnych dramatyzmu religijnych misteriów, odwiedzimy starożytne pałace i posłuchamy melodyjnych, ladakhijskich pieśni. Znajdziemy też czas na refleksje i odpoczynek w cieniu gigantycznych posągów Buddy, a spragnieni wrażeń będą mogli spróbować paraglidingu nad majestatycznymi Himalajami.

Zapraszam na wyprawę do Indyjskiego Tybetu!

piątek, 20 grudnia 2013

Dzika Wyprawa do tajemniczych Indii ! - poznajmy wspólnie sekrety Indii

Moja autorska wyprawa do Indii juz w styczniu..zapraszam chętnych, poznajmy razem magiczne Indie
 Kerala Indie Południowe, Indie Magiczne
Termin: 17-31.01.2014
 informacje i zapisy


Oto wyprawa do krainy marzeń. Czeka nas wędrówka poprzez gęste dżungle kryjące w sobie egzotyczne okazy zwierząt (słonie, tygrysy, górskie kozice a nawet gigantyczne wiewiórki!) i uroczyska w których szamani składają krwawe ofiary demonicznym bóstwom. Znajdziemy czas by odwiedzić hinduskie świątynie i majestatyczne pałace radżów. Przepłyniemy wężowymi łodziami po rzecznych kanałach, obejrzymy barwne misteria ku czci legendarnych bohaterów i zobaczymy zapierających dech w piersiach pokaz indyjskich wojowników. Po emocjach wędrówki odpoczniemy na piaszczystych plażach, zregenerujemy siły w ajurwedycznych spa, a może nawet zajrzymy do chaty hinduskiego astrologa by dowiedzieć się co nas czeka w przyszłości.


















Informacje i zapisy - 
informacje i zapisy

czwartek, 28 listopada 2013

Od Nowego Jorku po Tadż Mahal - recenzja "Wysp Bezludnych"

Czytelnikom, którzy w długie, grudniowe noce pragną odbyć podróż do dalekich zakątków świata i poznać niezwykłe historie dzieł sztuki, warto polecić lekturę "Wysp bezludnych" Waldemara Łysiaka. Książka, wydana po raz pierwszy w roku 1987, stała się wydawniczym bestsellerem i potwierdziła renomę Łysiaka, pisarza o niezwykłej erudycji i genialnym piórze. 




.... A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań, we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu...





Ten znany literat i historyk pokazał czytelnikom nowe oblicze Napoleona (m.in. "Francuska ścieżka", "Empirowy pasjans"), przedstawiał niezwykłe dzieje wybitnych artystów i ich dzieł ("MW"). Potrafił też ukazać uroki Italii i jej kulturowego dziedzictwa ("Wyspy zaczarowane"). Zapamiętano go jednak przede wszystkim jako autora "Dobrego", "Konkwisty" oraz "Najlepszego". Czym są "Wyspy bezludne"? Każda wyspa jest esejem o sztuce i życiu: przewrotnym i barwnym, niczym ryciny zdobiące pierwsze wydanie "Wysp". Wysp jest dwadzieścia jeden. Artystyczny szlak wiedzie od zastygłej w antycznym śnie Mas-a Tierra, przez podwoje orientalnego mauzoleum Tadż Mahal, Nowy Jork aż po Golgotę, rozbrzmiewającą improperium „Ludu mój ludu...”. Łysiak snuje niezwykłą opowieść, wplata w rozważania nad życiem i przemijaniem historie o sztuce, ludziach i miejscach naznaczonych piętnem samotności.


 Opowieść krzyczy tysiącem obrazów, z których każdy nosi w sobie zalążek kolejnej, gorzkiej historii artystycznego osamotnienia.
Wysp jest wiele, tak jak wiele jest odmian samotności. Wśród opowieści Łysiaka jest szkic o tajemnicy Kaspara Hausera i zaduma nad szalonym Ludwikiem, którego duch pozostał na zawsze zamknięty w baśniowej twierdzy Neuschwanstein. Są wyspy chrześcijańskiej kontemplacji (Watykan, Golgota), wyspa Tysiąca i Jednej Nocy (Teheran) oraz wyspy-oazy pustynnej Afryki Podczas gdy późna rozpolitykowana twórczość Łysiaka ("Stulecie kłamców", "Rzeczpospolita kłamców" czy "Mitologia świata bez klamek") wzbudzała i wzbudza kontrowersje, lektura "Wysp" przynosi ukojenie. Jest jak niespieszna przechadzka po muzeum świata.

 Książkę można czytać w dowolny sposób: od początku, od końca, na wyrywki. Za każdym razem lektura ta będzie ciekawą podróżą do miejsc upamiętniających twórców niezwykłych, spętanych samotnością, czyniących gorycz życia dłutem artystycznej ekspresji. Jest to również jedna z najbardziej osobistych książek Łysiaka, nazwana przezeń dzieckiem rozpaczy i wściekłości. Tworem pasji zrodzonej z rozczarowania światem i życiem.

sobota, 23 listopada 2013

Medytacja nad mantrą OM (wersja angielska)

Chanting om, a powerful seed-syllable is an effective method developed by ancient sages to induce a state of self-hypnossis (alpha-level) and keep one’s mind in meditative mood.

 Chanting of OM (known also as pranava) creates vibrations in human body.  This mantra has regular, low frequency that has healing power and pacifying impact on nervous system. 

It is a scientific fact that people harmonize with the sound heard (resonance theory). When a sound enters eardrum it progresses towards brain and its frequency is changed to electrical impulse. The impulse has impact on auditory center, stimulates neurons what in turn has its effect in production of various hormons. Thus, the high irregular frequency has a disasterous impact on nervous system while low, regular one has beneficial effect, bringing peace and comfort. Sound is a vibration. It is also proved that certain vibrations have healing effects as about 90% of human diseases are psychosomatic in nature. 

Therefore physicians and physiotherapists apply various types of vibrators that have influence on particular part of body. However, one can use om chanting practice in a similar manner- continuous practice of om chanting affects central nervous system which is “the root” of the whole human body. Therefore, the practice has effect on every single part of  human body.


 Indeed, Om is a mantra constructed out of three sounds : a,u, m. “A” sound when chanted with awareness can be felt in the lower part of the body, “u” in the middle part, “m” in the upper part. Another benefit of chanting of pranava is its self-hypnotic effect that brings one into the alpha-level, a meditative state in which one can give suggestions to his/her subconscious mind 

. These suggestions (affirmations) are usually repeated at the beginning of yoga classes in a form of mantras .

czwartek, 7 listopada 2013

„Refleksyjne fantasy w hinduskich szatach”



 Recenzja:

Amish Tripathi „Shiva Trilogy” :
1)     The Immortals of Meluha, 2010
2)     The Secret of the Nagas, 2011
3)     The Oath of the Vayuputras, 2013
 
wikimedia.org/wikipedia/en/0/0e/The_Immortals_Of_Meluha.jpg


W 1668 roku za sprawą tłumacza Mateusza Kuligowskiego legenda o Buddzie trafiła do polskich czytelników w dziełku o wdzięcznym tytule „Królewiec indyjski w polski strój przebrany”. Proza Amisha to natomiast klasyczne heroic fantasy, które europejski czytelnik może kojarzyć z twórczością Howarda, Zelaznego czy Cooka, przyodziane w barwne, hinduskie szaty, uszyte z rozlicznych wątków mitologicznych, pałacowych intryg i epickich batalii. Nie zabrakło tu również głębszej refleksji nad  sensem życia i problemem zła. Jednak odpowiedzi na odwieczne pytanie unde malum bohaterowie Amisha szukać będą w hinduskich traktaktach i  świątyniach zamieszkałych przez  tajemne bractwa brahminów.

Amish Tripathi to młody, współczesny indyjski pisarz, któremu sławe przyniosła trylogia fantasy opiewająca dzieje Śiwy (tzw. Trylogia śiwaicka – The Shiva Trilogy). U Amisha Śiwa nie jest potężnym bogiem hinduskiego panteonu, ale hardym i porywczym wodzem tybetańskiego plemienia, który wraz ze swoim ludem przybywa do Indii w poszukiwaniu lepszego życia. Gdy tybetańscy uchodźcy odnajdują schronienie w indyjskim mieście Hariyupiya nie wiedzą, że zostaną wplątani w wielowiekowy konflikt, którego celem jest zdobycie eliksiru nieśmiertelności.  Ku zdumieniu Śiwy zostaje on okrzyknięty wyczekiwanym od wieków herosem, który ma pokonać siły ciemności i poprowadzić lud Suryavanshi przeciwko imperium Chandravanshi. Ten nieco sztampowy schemat fabularny burzą pytania jakie stawia Amish i na które próbują odpowiedzieć bohaterowie powieści: czym jest zło? Jaki jest cel walki ze złem i kto ma prawo być sędzią ludzkości? Wkrótce okazuje się, że najwięksi wrogowie kryją się wśród sprzymierzeńców, a  nieoczekiwani sojusznicy pojawiają się wśród wyklętych banitów. Amish krok po kroku ukazuje oblicza bohaterów: nikt nie jest kryształowy a niemal każdy skrywa mroczne sekrety z przeszłości. Śiwa z lokalnego watażki przeistacza się w przywódcę imperium; na kartach powieści dokonuje się jego metamorfoza z porywczego howardowskiego bohatera w odpowiedzialnego wodza, który filozofii życia uczy się od hinduskich świętych mężów.

W całym cyklu powieściowym bardzo wyraźnie widać fascynacje Amisha hinduizmem i mitologią; autor zręcznie żongluje legendami, doszukuje się nowych znaczeń w starożytnych symbolach i zwyczajach. Jako młody pisarz Amish nadrabia pewne braki warsztatowe entuzjazmem, oszczędnym stylem, który aż kipi energią. Autor zdaje się też nawoływać do odczytania na nowo antycznej historii Indii, do uchronienia tej unikalnej kultury od zapomnienia. W pewnym sensie intrygi Śiwaickiej Trylogii są refleksją nad polityką współczesnych Indii, ale Amish zadaje również pytania o słuszność starożytnych zwyczajów, piętnuje niesprawiedliwości społeczne i narodowe wady Hindusów. Pytanie o istotę zła łączy się u Amisha z zagadnieniem obcości, inności i  problemem „zderzenia cywilizacji”.

Prosty, współczesny język powieści, pozbawiony archaizmów i nieco mniej barwny niż opisywana rzeczywistośc, wzbudza pewne kontrowersje. Brakuje tu bardziej szczegółowych opisów starożytnych świątyń, świętych miejsc i warownych zamków w których toczy się akcja trylogii.




"Shiva Trilogy" - zwiastun na youtube:

niedziela, 3 listopada 2013

Broń w indyjskiej sztuce walki



 

Adepci indyjskiej sztuki walki kalarippayattu, którzy opanują formy ręczne (meitari, meipped) zaczynają naukę walki bronią drewnianą (koltari)  i stalową (ankatari). W Kerali (południowym stanie Indii, kolebce kalarippayattu) istnieje wiele stylów kalarippayattu a każda ze szkół charakteryzuje się odmiennym repertuarem technik i broni.  W niniejszym szkicu chciałbym przedstawić podstawowe rodzaje broni używane  w szkole C.V.N. Kalari.  Pokrótce omawiam również różnice w nauczaniu szermierki w innych szkołach w których miałem okazję trenować. Na potrzeby tego artykułu wyróżniam trzy głowne style: Vadakan (północny) Madhya ( styl z środkowego rejonu Kerali), Tekkan ( południowy). Styl północny tradycyjnie dzieli się na kilka odrębnych tradycji: Tulunadan, Malanadan i Kadatanadan. 

CVN KALARI - Broń drewniana 

autor podczas pokazu sztuk walki "Indo-China Martial Arts Festival', Indie


W C.V.N. kalari (styl walki skodyfikowany przez C.V. Narayana Gurukkal. Obecnie jedna z najpopularniejszych odmian kalarippayattu w Kerali) podstawową bronią drewnianą jest długi kij (kettukari). Stosuje się również krótki kij (ceruvadi) i drewniany sztylet o zakrzywionym ostrzu (otta). Według tradycji keralskiej, długi kij, zwany również pantiran, powinien sięgać do ramienia adepta, jednak praktykuje się walkę kijami o różnej długości. Według dawnych przekazów wojownik kalarippayattu powinien poznać 18 kombinacji (adavu) walki kijem. Obecnie w keralskich kalari uczy się jednak przeważnie tylko 7 lub 8 adavu. Jak nakazuje tradycja, przed rozpoczęciem treningu studenci oddają cześć bogom  i gurukkal (mistrzowi) oraz sobie nawzajem. Naukę rozpoczyna się na środku kalari (indyjskiej szkoły walki). Uczeń i mistrz stają naprzeciw siebie, w tym samym momencie sięgają po ułożene uprzednio na ziemi kije i przyjmują pozycję do walki. Zwyczaj nakazuje by uczeń stał twarzą w kierunku zachodnim a mistrz na przeciw niego, czyli ustawiony w kierunku wschodnim. Pierwsza sekwencja walki uczy poruszania liniowego. Ostatnią fazą nauki jest trening  ataków i obron, które wykonuje się chodząc po kole.
Po nauce sekwencji, mistrz testuje ucznia, który powinien znać kontry na wszystkie możliwe ataki. Poza technikami ofensywnymi i defensywnymi uczy się również efektownych  „młynków” (vativisal). Można w tym miejscu dodać, iż w Indiach praktykuje się także inne sztuki walki w których główną bronią jest kij. Do takich należą: dandi (Indie północne) czy silabam (południowy stan Tamil Nandu)
Krótki kij w kalari nazywany jest ceruvadi. Ceruvadi jest szerszy u podstawy, która stanowi rękojeść (amaram). Węższa część, którą zadaje się uderzenia, nosi nazwę muna. Jednak w praktyce, podczas serii błyskawicznych obron i ataków z których słyną adepci kalarippayattu, zarówno amaram jak i muna wykorzystywane są do walki. Podczas nauki uderzeń (głównie mierzy się w skroń i punkty witalne) ważna jest precyzja, ale również rytm. Mistrzowie kalari mówią o melodyjności i harmonii uderzeń jako o zaletach wojownika. 

Według starożytnej tradycji praktykowanej także dziś, jeżeli adept nauczy się poprawnie wykonywać techniki danym orężem, dostępuje rytuału, podczas którego guru przekazuje mu kolejną broń i pokazuje bardziej  techniki fechtunku. Ważne jest, iż techniki walki bronią krótką i długą są zbliżone. Tak więc adeptowi, który potrafi walczyć ceruvadi łatwiej będzie nauczyć się technik miecza. Podobnie, znając techniki kettukari, szybko można przyswoić sobie metody walki włócznią.
Ostatnią z podstawowych broni drewnianych, które koniecznie musi znać każdy adept kalarippayattu jest otta: zakrzywiony, drewniany sztylet z wyraźnie zarysowaną rękojeścią. Otta przypomina kształtem kieł słonia i jej patronem jest Ganeśa, hinduski bóg  przedstawiany jako krępy mężczyzna z głową słonia. Tradycyjnie naucza się 12 sekwnecji walki (otta-payil), a wszystkie ataki skierowane są na wrażliwe miejsca na ciele człowieka. Jedno z keralskich przysłów mówi: „otta payattiyal urukkatum payattum” – ten, kto nauczy się technik walki otta, będzie mógł obronić się nawet przez sen.

Trzeci Etap szkolenia - miecze i sztylety




Trzecim stadium wyszkolenia wojownika jest ankatari, czyli nauka walki bronią białą. Student rozpoczyna ankatari od nauki walki sztyletem (kadhari) i mieczem (val). Następnie szkoli się w szermierce szablą i giętkim, długim mieczem, zwanym w keralskim języku malajalam urumi



Urumi jest bronią, którą posługuje się zaawansowany adept kalarippayattu. Jest to także bardzo charakterystyczna broń, niespotykana w innych sztukach walki. Niektórzy historycy uważają, iż broń ta zaczęła być używana ok.  XIV wieku i powstała jako indyjska odpowiedź na długi miecz używany w Europie. Wojownicy nosili przeważnie ów miecz obwiązany wokół pasa, ale zwinięty urumi bardzo łatwo było ukryć. Współczesny, hit filmowy „Parazhi Raja”, opowiada historię słynnego keralskiego wojownika o wolność, który niczym indyjski William Walance toczył zaciekłe boje z Brytyjczykami. W jednej ze scen, tytułowy radża zostaje schwytany przez oddział brytyjskich żołnierzy. Wojsko ma eskortować go aż do miejsca, gdzie, wraz ze swymi kompanami, zostanie stracony. Podczas jednego z postojów, hinduska kobieta podaje radży garnek z wodą. Bohater odnajduje ukryty w garnku urumi, dobywa go i w efektowny sposób pokonuje  swoich ciemiężycieli. Warto wspomnieć, iż w przeszłości również kobiety posługiwały się urumi. Bohaterki podań i legend keralskich, nosiły urumi obwiązane wokół pasa i ukryte pod połami szat. Urumi wymaga od ucznia nauki precyzyjnych, zamachowych uderzeń. Charakterystycznym testem, któremu poddawani są zaawansowani adepci kalarippayattu,  jest próba podczas której wojownik powinien za pomocą urumi przeciąć  ułożone w kalari owoce. 

plakat filmu pazhassi raja

Techniki walki sztyletem (kadhari) o rozbudowanej rękojeści zawierają wiele pchnięć, cięć i ataków z wyskoku. Sekwencja walki, którą naucza się w CVN kalari uczy m.in. jak wytrącić sztylet przeciwnika i zakończyć walkę duszeniem. Podobnie rzecz ma sięz nauką walki nożem. Tradycyjnie adept kalarippayattu przepasany jest szarfą, którą również wykorzystuje do obrony i wiązania przeciwnika.
Miecz (val), od zawsze otaczany swoistym kultem w Kerali, był ulubioną bronią keralskich Nair. Nair byli rodowitymi mieszkańcami Kerali, którzy poprzez koneksje z kastą bramińską Nambudiri zyskali wysoki status społeczny. Miecz był jednak nie tylko  symbolem statusu społecznego. W świątyniach keralskich (zwłaszcza tych, należących do społeczności Nair) często zamiast wizerunku bóstwa widnieje miecz – karząca broń bogów, która  podczas religijnych świąt i procesji bywa obiektem szczególnej adoracji.          

Miecz, tarcza i kobiece piersi

plakat filmu "Urumi"


Adepci indyjskich sztuk walki trenują również użycie wielu innych rodzajów broni, m.in. maczugi (gada) czy lancy (śula). Ciężar gada nie pozwala na szybkie uderzenia i płynne poruszanie się. Wojownik, który decyduje się na walkę maczugą przyjmuje niską pozycję i trzymając maczugę oburącz stara się wykonać silnę uderzenie znad głowy. Podczas walki gadą wykonuje się również proste pchnięcia mające jednak bardziej na celu odwrócenie uwagi lub wytrącenie przeciwnika ze stabilnej pozycji.
W przypadku każdej z broni, schematy walki i kombinacje technik rozwija się w późniejszym stadium treningu o dodatkowe elementy, często akrobatyczne. W C.V.N. kalari naucza się sekwencji walki miecz kontra miecz oraz miecz przeciwko włóczni. Wojownik uzbrojony w miecz trzyma w drugiej ręce tarczę. Pierwotnie używano tarcz drewnianych lecz obecnie przeważnie stosuje się tarcze metalowe. Swoistą ciekawostką jest fakt, iż tarcza używana w kalarippayattu charakteryzuje się  wypukleniami imitującymi kobiece piersi. Element ten ma dezorientować przeciwnika.

 

Kilka słów o innych stylach

autor w tradycyjnej kalari-szkole sztuk walki

Na zakończenie chcialbym dodać, iż podczas moich podróży po Kerali miałem okazję odwiedzić ostatnich mistrzów m.in. stylu Tulunadan, którzy bardzo krytycznie odnosili do mody panującej w niektórych szkołach na nauczanie przede wszystkim technik szermierczych. Kishon gurukkal, u którego pobierałem lekcje stylu Kadatanadan, był zdania, iż uczeń zanim rozpocznie naukę szermierki, powinien wpierw poznać techniki walki wręcz a przede wszystkim dźwignie. Podczas sesji treningowych ćwiczyliśmy początkowo bardzo proste bloki i uderzenia kantem dłoni, które następnie powtarzaliśmy poruszając się po okręgu i po trójkącie. Po nauce sekwencji gurukkal pokazywał nam aplikacje technik i możliwe kontry. 

W pierwszej fazie nauki były to głownie dźwignie nadgarstkowe, klucz na ramię i podcięcia, które następnie modyfikowaliśmy biorąc pod uwagę dystans i ustawienie względem przeciwnika. W kolejnych fazach nauki, niektóre dźwignie można była wykonać za pomocą krótkich pałek. Z kolei w stylu Tulunadan elementem treningu, który był wymagany przed nauką fechtunku była praktyka stania w niskich, stablinych pozycjach (vadivu). 

pozycja(vadivu)


Według legendy techniki szermierki w stylu Tulunadan pochodzą z sąsiedniego stanu Karanataka (ówczesnego królestwa Tulu). Ballady keralskie opowiadają o mistrzach kalarippayattu, którzy wyprawiali się do Tulu by tam w pojedynkach z lokalnymi watażkami zdobywać doświadczenie w walce. 




Zarówno w stylu Tulunadan jak i Kadatanadan trening pozycji wymagał opanowania pewnych technik oddechowych charakterystycznych dla jogi. Techniki te mają, według wielu gurukkal, nie tylko wzmocnić ciało wojownika, ale również zagwarantować moc kaya-siddhi ( „kaya” - ciało , „siddhi” – moc).  Termin ten oznacza ponadnaturalne moce, które sprawiają, iż adept potrafi przewidzieć atak przeciwnika a sam staje się wręcz nieśmiertelny.

niedziela, 27 października 2013

Rytualny kontekst keralskiej sztuki walki kalarippayattu




Wstęp i rys historyczny

            Powstała w południowym stanie Kerala indyjska sztuka walki kalarippayattu uważana jest za jedną z najstarszych na świecie. W keralskim języku malajalam słowo kalari oznacza miejsce, gdzie ćwiczy się walkę wręcz i szermierkę. Istnieją sprzeczne hipotezy na temat etymologii tego terminu. Niektórzy badacze wywodzą kalari z sanskryckiego khalūrikā (pole bitewne), inni z tamilskiego kalam (arena). Jednoznacznie jednak drugi człon złożenia, tj. -payattu, pochodzi z języka tamilskiego. Tamilski rdzeń payil przyjął w malajalam pierwotnie formę bezokolicznikową payiluka (uczyć się), z czasem zyskując bardziej specjalistyczne znaczenie: trenować, ćwiczyć. Rzeczownik odsłowny payattu można więc przetłumaczyć jako "trening". Choć zarówno kalam jak i payattu są terminami, które używane były już w pierwszych wiekach n.e., to kalarippayattu jako złożenie oznaczające sztukę walki najprawdopodobniej zaczęło powszechnie funkcjonować dopiero w XII w.[1]
 
Pierwsze wzmianki o szkołach kalarippayattu i herosach wywodzących się z keralskich szkół sztuk walki pochodzą z IV w. Ballady z tamtego okresu, do dziś pamiętane i recytowane przez bardów z północnej Kerali, mówią o artystach-wojownikach, znawcach kalarippayattu, którzy w poszukiwaniu sławy wyruszali do Tulunad (dzisiejszy stan Karnataka), by zmierzyć się ze sławnymi fechmistrzami z tamtego regionu. Jeden ze współczesnych indyjskich badaczy, Kunjan Pillai, jest zdania, iż spójny program szkolenia w kalarippayattu został wprowadzony ok. XII w. na użytek wojska. Inni historycy postulują, że kodyfikacja tej sztuki walki rozpoczęła się w czasie tzw. „wojny stuletniej” pomiędzy imperium Ćera a Ćola (lata ok. 1000-1100).[2] Z drugiej strony, niektórzy z mistrzów kalarippayattu skłonni są uznawać za prapoczątek istnienia spójnego systemu keralskiej sztuki wojennej dopiero IV w. n.e.. Bardziej rozsądna wydaje się jednak teza współczesnego keralskiego historyka Vijayan Kumarana, który przyznaje rację Pillajowi co do okresu, w którym dokonała się kodyfikacja kalarippayattu, ale uważa, iż sztuka ta powstała z połączenia kilku drawidyjskich stylów z systemem walki propagowanym w kręgach bramińskich. Prócz kalarippayattu bowiem w Kerali istniały inne systemy sztuk walki, takie jak: parisakali, praktykowany na północy stanu i velakali z południa.[3] Ponadto należy zauważyć, iż obecnie znane style kalarippayattu rozwijały się pod dużym wpływem tamilskich sztuk walki, takich jak ati tata (tam. obrona i atak), ati murai (tam. sposoby walki) czy varma ati (tam. uderzenia na punkty witalne). Istotny był według Zariliego również wpływ, jaki na kalarippayattu wywarły techniki walki zwane chinna ati (tam. chiński boks), praktykowane w Tamilnandu, acz wywodzące się z chińskiego kung fu.[4] Ponadto, kalarippayattu zaczęli praktykować i rozwijać nauczyciele z innych niż hinduizm tradycji religijnych, co wpłynęło na zmianę obrzędowości i niektórych technik. Tak na przykład, swoistą cechą charakterystyczną stylów kalarippayattu praktykowanych przez muzułmańskich adeptów z północy Kerali są widowiskowe skoki i kopnięcia obrotowe z wyskoku.[5] W Kerali istniały trzy odrębne instytucje w których nauczano sztuk walki:
1)      kalari - drawidyjskie, lokalne szkoły szermiercze w których młodzież nabywała sprawności fizycznej i biegłości w posługiwaniu się orężem. Trzeba pamiętać, iż znane były liczne, lokalne style walki określane w Kerali wspólnym mianem kalarippayattu. Wyraźnie odmienne techniki walki trenowane były przez plemienne społeczności zamieszkujące region Wayanad. W pierwszych kalari uczono walki wręcz, posługiwania się halabardą, mieczem oraz łukiem. Z biegiem czasu repertuar technik i broni znacznie się rozszerzył;
2)      kudippalikūdam – buddyjskie centra nauki fechtunku;
3)      salai – szkoły bramińskie, przyświątynne, otwarte tylko dla wysoko urodzonych; nauczycielem w salai był chattar – bramin, znawca Wed i sztuk wojennych (warto w tym kontekście zaznaczyć, iż na obecny kształt sztuk walki w Kerali wpływ miał również sanskrycki traktat Dhanurveda - skt. łucznictwo).[6]


charakterystyka treningu
Tak jak przed wiekami, tak również dziś, trening kalarippayattu hinduscy chłopcy zaczynają w wieku ok. dziewięciu lat. Jednakże inaczej niż współcześnie, w dawnej Kerali kalarippayattu uczono [podobnie jak np. sztuk performatywnych czy tradycyjnych indyjskich dziedzin nauki (skt. śāstra)] na zasadach gurukula. Ten system nauczania wymagał, aby uczeń (skt. śiṣya) mieszkał i ćwiczył w domu mistrza: swego duchowego ojca i wcielonego boga. Uczeń zobowiązany był do przestrzegania rygorystycznych norm zachowania, a wszelkie przejawy nieposłuszeństwa były surowo karane.[7] Można dodać, iż podobny system nauczania sztuk walki funkcjonował (w pewnym zakresie funkcjonuje nadal) również np. w Japonii, gdzie uczniowie, którzy mieszkali, trenowali i pełnili służbę w domu mistrza, nazywani byli uchi-deshi.[8]
 Tradycyjnie nauka kalarippayattu dzieli się na trzy etapy: meytari, koltari oraz ankatari. Adept, wchodząc do kalari, poddany zostaje rygorystycznym ćwiczeniom ogólnorozwojowym, dzięki którym nabywa gibkości i wytrzymałości.[9] Stopniowo uczy się również poruszania (mal. cuvat) w pozycjach walki (mal. vativuka), zapoznaje się z podstawowymi unikami i blokami. Techniki walki przy użyciu nóg (mal. kal etupp) ćwiczy się zwracając szczególną uwagę na detale, takie jak ułożenie palców stóp lub kąt ugięcia kolan. Trening uczy nie tylko techniki, ale również metod rozluźnienia ciała. O ile bowiem początkujący adepci zwykle wykonują kopnięcia nazbyt siłowo, to obserwując zaawansowanych uczniów można odnieść wrażenie, że płynność, z jaką stosują poszczególne techniki, nie wymaga od nich zaangażowania siły. Choć jest to oczywiście błędne przekonanie, to faktem jest, iż osiągana po latach treningu finezja ma swoje źródło w umiejętności kontroli napięcia mięśni. Tak np. wykonując kopnięcie nerkal (kopnięcie wyprostowaną nogą sięgające ponad głowę) należy rozluźnić ciało w momencie wymachu zakroczną nogą, a następnie napiąć mięśnie tak, aby z odpowiednią siłą uderzyć stopą w otwartą dłoń uniesionej ręki. Po kopnięciu adept powinien ponownie rozluźnić mięśnie i swobodnie wykonać przejście do następnego ćwiczenia. Wraz z nabyciem większej biegłości, kopnięcia i zmiany w pozycjach ćwiczy się bardziej dynamicznie, interpretując poszczególne ruchy jako potencjalne techniki walki. Kolejnym etapem jest połączenie poznanych uprzednio technik w sekwencje tzw. formy (mal. meitari) - stały element wszystkich tradycyjnych sztuk walki, np. kung fu czy karate. Meitari wykonuje się najczęściej grupowo, synchronicznie, niekiedy przy akompaniamencie bębnów lub innych tradycyjnych instrumentów keralskich. Szybkość i kolejność technik wyznacza trener, który instruuje adeptów  za pomocą krótkich komend (mal.vaitari). Vaitari nie występuje w południowych odmianach kalarippayattu oraz np. w stylu tulunadan, wywodzącym się z terenów dzisiejszej Karnataki.[10] Wszystkie formy rozpoczyna podobna sekwencja ruchowa wykonywana w stabilnej pozycji słonia (mal. āna). Po serii dynamicznych kopnięć, podcięć i uderzeń, adept kilkakrotnie przechodzi z pozycji słonia do pozycji lwa (skt.siṁha), konia (skt.aśva) oraz dzika (skt.varāha). Sekwencje wykonuje się wzdłuż kalari w kierunku "ołtarza" (pūthraror), którego znaczenie przedstawione zostanie w dalszej części artykułu.
O ile pierwsze meitari wymagają opanowania tylko podstawowych kopnięć, to bardziej zaawansowane sekwencje zawierają różnorodne elementy akrobatyczne: salta, kopnięcia w locie itp. Proces nauczania meitari składa się z dwóch etapów: meyyirakku i pakarchakkal. Meyyikarakku uczy prostych, pojedynczych kopnięć, natomiast pakarchakkal wymaga od ucznia zastosowania bardziej zaawansowanych technik.[11] Gdy uczeń opanuje meitari, guru zapoznaje go z podstawowymi technikami walki bronią drewnianą, do której zalicza się m.in. długi kij (mal. kettukari), krótką pałkę (mal. ceruvadi) czy drewniany sztylet o zakrzywionym ostrzu (mal. otta). Ten etap nauki nazywany jest koltari. Jeżeli adept nauczy się poprawnie wykonywać techniki danym orężem, dostępuje rytuału inicjacyjnego, podczas którego guru przekazuje mu następną broń i pokazuje podstawowe techniki fechtunku. Co interesujące, techniki walki bronią krótką i długą są bardzo zbliżone. Tak więc adeptowi, który potrafi walczyć ceruvadi łatwiej będzie nauczyć się technik miecza. Podobnie, znając techniki kettukari, szybko można przyswoić sobie metody walki włócznią.
Trzecim stadium wyszkolenia wojownika jest ankatari, czyli nauka walki bronią białą. Student rozpoczyna ankatari od nauki walki sztyletem (mal. kadhari) i mieczem (mal. val). Następnie szkoli się w szermierce szablą i giętkim, długim mieczem, zwanym w języku malajalam urumi. Urumi jest bronią, którą tradycyjnie posługuje się mistrz kalarippayattu. Istnieje hipoteza, iż broń ta zaczęła być używana ok. XIII lub XIV w. i stanowiła indyjski wariant długiego miecza europejskiego.[12] Eksperci indyjskich sztuk wojennych ćwiczą również użycie wielu innych rodzajów broni, m.in. maczugi (skt. gada). Należy dodać, iż w C.V.N. kalari[13] nie istnieją formy z bronią, jakie znane są np. w kung fu[14]. W kalarippayattu proces nauki obejmuje tzw. set-sparringi (mal. vettum-thadavum), czyli sekwencje ataku i obrony, dzięki którym uczeń stopniowo zaznajamia się z podstawowymi blokami i technikami ofensywnymi. Poznane kombinacje technik rozwija się w późniejszym stadium treningu o dodatkowe elementy, które niekiedy są innowacjami wprowadzanymi przez samych ćwiczących. Od początku nauki dużą wagę przykłada się do precyzyjnego wykonania ćwiczeń i swobodnego poruszania się w pozycji walki. Rygorystyczne treningi uczą także szybkości i odpowiedniego tajmingu.
Trening kalarippayattu obejmuje również walkę wręcz (mal.verum kai prayoga) i techniki masażu leczniczego (mal.uḷiccil).[15] Walka wręcz w C.V.N. kalari to przede wszystkim różnorodne bloki, odepchnięcia, uderzenia kantem dłoni w szyję oraz dźwignie, przypominające techniki chińskiej samoobrony qin-na (chin. dosłownie: chwyt i kontrola [przeciwnika]).[16] Zwraca uwagę duża ilość technik defensywnych, stanowiących odpowiedź na niespodziewany atak z tyłu. Wydaje się również, iż niektóre bloki są tożsame ze stosowanymi, przez adeptów karate (np. blok wznoszący przedramieniem, jap. jodan-age-uke[17]).

Nair - keralscy wojownicy
Tradycyjnie wojownicy kalarippayattu należeli do społeczności Nair. Nair byli rodowitymi mieszkańcami Kerali, którzy poprzez koneksje i związki z kastą bramińską Nambudiri zyskali wysoki status społeczny. Termin Nair jest współczesną wersją dawnego Nayār i najprawdopodobniej wywodzi się z sanskryckiego nāyaka – przywódca, wódz. Wątpliwa wydaje się teoria, jakoby termin Nayār był etymologicznie związany z tamilskim nay – pies; Nair mieliby być „tymi, którzy posiadają psy”, czyli myśliwymi.[18] Z dostępnych inskrypcji wiadomo, iż sufiks -nayār dodawany był także do nazwisk wojowników (np. Patainayar).[19] K.M. Panikkar sugeruje również, iż termin nayār może pochodzić od nāgar (mal. ten, który czci węże), a członkowie tej społeczności mogli być wyznawcami kultu Nagów.[20]
 W dawnej Kerali (od IX w.) Nayār byli przed wszystkim społecznością ziemian, wojowników biegłych w sztuce walki kalarippayattu. Dzielili się jednak (jak w przypadku wszystkich kast w Kerali) na wiele klanów o zróżnicowanym statusie społecznym. Jako główne klany wśród Nayār, Fawcett wymienia: Kiriattil, Ūrāli, Vattakkād, Sūdra, Nambiar, Purattu Cārna, Akattu Cārna i Kurup. Wśród wyżej wymienionych zwraca uwagę stosunkowo niski status społeczny Akattu Cārna Nayār, którzy pełnili służbę na dworach, ale nigdy nie służyli w armii.[21] Gough z kolei zaznacza, iż wśród Nayār były także rody, których przedstawiciele tradycyjnie trudnili się np. garncarstwem lub pełnili funkcje kapłanów podczas uroczystości pogrzebowych.[22]
            Z czasem wojownicy Nayār uzyskali więcej włości i praw dzięki koneksjom z kastą braminów Nambudiri. Nambudiri, bramini o najwyższym autorytecie w Kerali, wprowadzili również zwyczaj saṁbhandham, czyli pozamałżeńskich związków z kobietami z rodów Nayār. Obyczaj ten jeszcze bardziej zbliżył obie kasty i wyniósł Nayār na wyżyny społeczne. Ceniono Nāyar jako żołnierzy, nauczycieli fechtunku i strażników posiadłości bramińskich.[23] W XII w. walczyli oni w korpusach zwanych centuriami (mal.cangatam) oraz w straceńczych dywizjach (mal. cāvēr). O cāvēr wspominają m.in. portugalskie kroniki, nazywając żołnierzy tych dywizji amoucos lub amochi. Terminy te pochodzą najprawdopodobniej od sanskryckiego amokṣya (ten, który nie zostanie wyzwolony). W kronikach znaleźć można m.in. informacje, iż w roku 1510, z rozkazu Marchel Don Ferdinando Cotinho, armia portugalska wtargnęła do Calicut. Nie spodziewano się kontrataku ze strony indyjskiej, bowiem szturmu dokonano w czasie, gdy Zamorin, władca Calicutu, przebywał poza swoim dominium. Portugalczycy, którzy pewni swego zwycięstwa zaczęli plądrować świątynie i pałac, zostali jednak ostatecznie zdziesiątkowani przez nielicznych cāvēr.[24]
 Barbosa, XVI-wieczny podróżnik i kronikarz wspominał także o straży przybocznej (mal. akampaḍi) władców Kerali, złożonej z przedstawicieli Nayār. Żołnierze ci, pisał Barbosa, gotowi byli do bohaterskich czynów i budzili trwogę w zastępach wrogów. Wraz z rozwojem struktur feudalnych, praktycznie każda wieś w Kerali stanowiła dominium bramina (lub Nair), który z kolei posiadał armie złożoną z rycerzy Nair. Nair służący w królewskiej armii nazywani byli z sanskrycka daśavargika. Termin ten odnosi się do struktury organizacyjnej (dosłownie: należący do grupy dziesięciu). Straż  miała władcy towarzyszyć także podczas wszelkich wypraw, zebrań czy uroczystości. Barbosa wspomina m.in., iż król nie powinien dosiadać żadnego zwierzęcia, na którym uprzednio nie jeździł jego najwierniejszy sługa.[25] Keralscy daśavargika zwani byli również āsaṅṅa (mal. nieodłączni).[26] Arabski podróżnik Abu Zaib (IX w.) wspomina, iż podczas uczty na keralskim dworze, król zwykł jadać jako pierwszy. Następnie garść swojego ryżu oddawał strażnikom. Ten prosty rytuał tworzył mocną więź, był swoistą, powtarzaną codziennie, komunią. W ten sposób władca zawierał ze swoimi strażnikami przymierze, które zobowiązywało ich do całkowitego posłuszeństwa. W innych arabskich relacjach z południa Indii mówi się również o rytuale, podczas którego strażnik, wstępując na służbę do króla, odcinał sobie palec, który następnie przekazywał władcy na znak swego dozgonnego oddania. Keralscy asaṅṅa gotowi byli do największych poświęceń na rzecz swego pana i gdy ów ginął z ręki wroga, dokonywali aktów zemsty, które najczęściej przypłacali życiem. W swej kronice Abu Zaib pisze, iż zgodnie ze zwyczajem, gdy król umierał śmiercią naturalną, najczęściej jego strażnicy popełniali zbiorowe samobójstwo. O praktyce tej wspomina również Marco Polo, opisując jak asaṅṅa dobrowolnie ginęli w płomieniach stosu pogrzebowego władcy.[27] Do grona najbliższych strażników w Kerali należeli prawie wyłącznie przedstawiciele Nair. Warto również wspomnieć, że z kasty Nair wywodziło się wiele dewadasi (skt. devadāsī) – tancerek świątynnych[28].

kalari - świątynia sztuk walki
Kalari budowane były (i są nadal) według zasad tradycyjnej architektury sakralnej; można nazwać je hinduskimi świątyniami sztuk walki. Zazwyczaj kalari jest prostokątną salą z wyraźnie zaznaczonymi sferami sacrum i profanum. Adepci ćwiczą na ubitej ziemi pod spadzistym zadaszeniem, niekiedy zbudowanym z palmowych liści. Przy budowie kalari niezbędne są konsulatacje z astrologiem i znawcą tradycyjnej architekutry (mal. taccaśāstram). Warto dodać, iż we współczesnej Kerali wiara w astrologię, gusła i przepowiednie jest nadal niezwykle silna wśród wszystkich warstw społecznych. O powszechności tego zjawiska pisał już m.in. Marco Polo, relacjonując wydarzenia ze swoich podróży do Indii.[29]
Wskazówek co do odpowiedniego miejsca na budowę kalari mistrz (mal. gurukkal[30]) powinien również szukać w rodowych manuskryptach. Ogólnie można powiedzieć, iż kalari (jak każdy budynek w Kerali) powinna być zorientowana na północny-zachód lub północny-wschód, co według popularnego przesądu ma gwarantować pomyślność i odstraszać złe duchy.[31] W przypadku kalari odpowiednia lokalizacja ma jednak przede wszystkim uchronić przed nieszczęśliwymi wypadkami (mal. mṛtyogam) podczas treningów.

kalari - rytuał i bogowie
Trening kalarippayattu z racji tego, iż odbywa się w świątyni, nosi znamiona praktyki rytualnej. Wchodząc do kalari uczeń dotyka prawą dłonią ziemi, przyzywając w ten sposób boginię (kalari devī) i prosi ją o opiekę. Sala ćwiczeń, w której znajdują się ołtarze i podobizny bóstw, jest również świętą przestrzenią rytualną, którą według wierzeń chronić mają bóstwa hinduistycznego panteonu. Bogowie, których wyobrażenia zdobią kalari, to przede wszystkim: Śiwa, Nāgabhagavatī (bogini, królowa węży), Gaṇapati, oraz drawidyjskie bóstwa, uważane za wcielenia Śiwy - Antimahalan i Vettaykkorumakan. W kalari znajduje się również guru-pīṭha (skt. tron guru), gdzie oddaje się cześć wszystkim nauczycielom danej szkoły.[32]
 Adept kalarippayatu po wejściu do kalari oddaje hołd bogom-patronom kalari, następnie przodkom (założycielom szkoły) i na końcu swojemu guru, który postrzegany jest jako reprezentant całej tradycji nauczycieli (skt. guru-paramparā) i poważany jest na równi z bogami. Guru błogosławi każdego z adeptów, którzy przychodzą na trening; jego wejściu i wyjściu z kalari towarzyszą akty rewerencji ze strony uczniów. Jednym ze sposobów, w jaki student może oddać cześć swojemu nauczycielowi, jest gest dotknięcie stóp mistrza (skt. guru-pādukām).
Podobizny bogów strzegących kalari, podobnie jak we wszystkich świątyniach hinduistycznych, wymagają rytuału instalacji, podczas którego rzeczone bóstwo przywoływane jest do przygotowanego uprzednio idola. W tradycjach hinduistycznych istnieje rozróżnienie pomiędzy obrzędami instalacji a przywołania, z których pierwszy jest aktem jednorazowym, drugi natomiast – powtarzanym cyklicznie rytem, elementem każdego aktu adoracji (skt.pūjā). Za akt instalacji (konsekracji) wizerunków odpowiedzialny jest kapłan, który poprzez obrzęd prāṇa-pratiṣṭhā (dosłownie: ożywianie wizerunku bóstwa poprzez tchnięcie weń mocy witalnej) dokonuje transformacji podobizny w żywego boga. Idole po rzeczonym rytuale przestają pełnić role li tylko symboli i stają się dla wiernych żywymi reprezentacjami bogów.[33]
O ile instalacji dokonuje kapłan Nambudiri, to obrzędy przywołania (skt. āvāhana) podczas codziennych ceremonii są odprawiane przez gurukkal wraz z uczniami. Warto wspomnieć, iż w każdym stylu kalarippayattu prócz sekwencji walki i elementów typowo utylitarnych nauczane jest również tzw. powitanie (mal. namaskāram), czyli sekwencja ruchów, której poszczególne elementy nawiązują do rytualnych gestów, wykonywanych przez kapłanów podczas obrzędów świątynnych. W salucie wykonywanym w C.V.N. Kalari można wyróżnić takie elementy jak: adoracja (skt. vandana), oddanie czci poprzez ofiarę z kwiatów (skt. arcana) czy ceremonialne dotknięcie ziemi (skt. bhūmisparśa). Salut wykonywany jest np. na początku pokazu lub podczas ważnych uroczystości. Jednakże przyzwanie (skt. āvāhana) i pożegnanie (skt. visarjana) bóstw są aktami, które wyznaczają odpowiednio początek i koniec obrzędów w kalari. W C.V.N. Kalari w Calicut, drzwi kalari otwiera gurukkal lub najstarsi uczniowie o godzinie szóstej rano. Wtedy, po zapalaniu lampek oliwnych oddaje się cześć zmarłym mistrzom i bogom, strażnikom kalari. Wieczorna adoracja rozpoczyna się o godzinie osiemnastej i poprzedzona jest oczyszczeniem wizerunków bóstw i zapaleniem lampek (skt. dīparādhana).
Wystrój kalari ma według tradycji wyobrażać wszechświat i rządzące nim moce (bogów). Tak na przykład, południowa ściana, zgodnie z założeniami architektury sakralnej, powinna symbolizować destrukcję (skt. samhāra), zachodnia natomiast pokój (skt. śānti) i stabilizację (według hinduistycznej filozofii uniwersum ulega bowiem cyklicznym procesom zniszczenia - skt. pralaya - i kreacji  - skt. sṛṣṭi).[34] W każdej kalari najważniejszym miejscem jest ołtarz ustawiony w południowo-zachodnim rogu. Miejsce to, zwane kanni-mūla lub pūthraror, jest tronem (skt. pīṭha) bogini.
Kult bogini był zawsze ważnym elementem religii Nair. Każdy z klanów społeczności Nair (mal. taravād) czcił wybraną boginię, która uważana była za patronkę rodu i strażniczkę praw (skt. dharma devī). Trzeba bowiem pamiętać, iż w Kerali istniały obok siebie różnorodne tradycje religijne, a niezmiernie ważnym elementem kultury tego regionu był kult Bogini Matki. Była ona czczona wraz z zastępami leśnych, żeńskich duchów Jakszi (skt. yakṣī) i ubóstwionych węży (skt. nāga). Istotne jest, iż kult bogini wiąże się z drawidyjskimi obrzędami odprawianymi w leśnych sanktuariach (mal. kāvu), które z czasem uległy braminizacji. Nagowie (skt. nāga), jak podkreśla Freeman, przyzywani byli (i są nadal) w obrzędach odprawianych w kāvu i reprezentują moce drawidyjskich bogów, których kulty, w toku sanskrytyzacji kultury keralskiej, uległy marginalizacji.[35] Ważnym składnikiem obrzędowości Kerali są także religijne misteria, łączące artyzm keralskich sztuk teatralnych z rytami szamańskimi. Gdy w Kerali nastąpił proces braminizacji kultów lokalnych, Kālī, groźna bogini panteonu hinduistycznego, zaczęła odgrywać istotną rolę w rytualizmie tego stanu, a wiele lokalnych bogiń zostało uznanych za jej manifestacje. W Kerali zyskała ona również przydomek Bhadrakālī – łaskawa Kālī. [36] Bogini ta czczona była w tantrycznych tradycjach „lewej ręki” (skt. vāmācāra), niesławnych z powodu rytuałów zawierających praktyki niedozwolone w ortodoksjnych nurtach hinduizmu.[37] W niektórych hinduistycznych tradycjach w Kerali Kālī wymieniana jest jako najwyższa śakti; jest boginią tryumfującą nad światem i innymi bóstwami, uosabia pierwotną stwórczą moc (skt. pāra-śakti), powołującą do życia ludzi i istoty wyższe. To właśnie Kālī jest patronką wielu kalari (zwłaszcza w dystrykcie Kottayam).[38]
We współczesnej Kerali bogini, otaczana kultem przez Nair, czczona jest wewnątrz kalari. Najczęściej podczas obrzędów ku czci dharma devī składa się również ofiary dla przodków i duchów opiekuńczych. Według wierzeń zaniedbanie tych rytów powoduje gniew bogów i kary w postaci chorób i innych nieszczęść.[39] W kalari bogini znajduje się w kanni-mūla. Co jednak bardziej istotne, na pūthraror spoczywa linga – falliczny symbol Śiwy. Emblemat Śiwy znajduje się na szczycie stożkowatej, siedmiostopniowej konstrukcji, przypominającej wyglądem wijącego się węża. Symbolika pūthraror bardzo wyraźnie nawiązuje do hinduistycznej, tantrycznej (ezoterycznej) filozofii. W tradycjach tantrycznych żeński pierwiastek był uważany za twórczą energię (skt. śakti), przenikającą wszechświat i ożywiającą go. Dzięki tej mocy tantryk osiągał wyzwolenie z cyklu narodzin, jak również cieszył się doczesnym szczęściem. Uważa się, że szczęście doczesne i wieczne (według filozofii tantrycznej) zależą od łaski boga. Bóg jednak nie dokonuje niczego sam, lecz zawsze poprzez nierozłącznie z nim związaną śakti.[40] Moc ta jest nieskończona i wszechstwarzająca.[41] Przedstawienie Śiwy i Śakti razem, poprzez symbolikę mającą konotacje seksualne, ukazuje ostateczny cel praktyki duchowej, czyli zjednoczenie z bogiem. Siedem stopni pūthraror to siedem śakti, emanacji ubóstwionej kreacyjnej mocy. Wszystkie śakti odgrywają rolę w powstawaniu kolejnych cykli kosmicznych, są również środkiem, dzięki któremu adept może osiągnąć wyzwolenie (skt. mokṣa).[42] Według tantrycznej kosmogonii wszystko, co istnieje, materialne lub niematerialne, powstało dzięki koniunkcji komplementarnych pierwiastków: żeńskiego i męskiego. Ważne wydaje się jednak aby pamiętać, iż najwyższe bóstwo, będące w swej istocie dwupłciowym, postrzegane jest jako para (bóg i bogini), poprzez zespolenie której wszechświat powołany został do istnienia. Co więcej, zjednoczenie najwyższego boga i jego śakti – wyznacza uniwersalny paradygmat współistnienia i zależności pomiędzy mikro- a makrokosmosem.[43]
Symbolika pūthraror jest jednak otwarta na wiele interpretacji. Wspomniane siedem stopni może symbolizować również etapy cyklu treningowego, wyznaczane ceremoniami wtajemniczenia. Istotne jest ponadto, iż wszystkie ćwiczenia adept zaczyna stając twarzą do kanni-mūla. Sekwencje meitari w C.V.N. kalari natomiast kończy ukłon w stronę pūthraror. Po zakończonej w ten sposób sekwencji często wykonuje się dodatkowy salut przed guru. Jest to kolejny gest będący wyrazem szacunku dla nauczyciela, wcielonego boga. Praktycy kalarippayattu, sztuki walki głęboko zakorzenionej w tradycji hinduistycznej, wierzą bowiem, iż tylko dzięki guru możliwe jest wyzwolenie i rozwój duchowy. Nauczyciel ucieleśnia tradycję i wiedzę objawioną.[44] Gurukkal jest więc nie tylko nauczycielem, lecz również medium, przez które przekazywana jest duchowa potęga.

trening fizyczny i duchowy - paradygmat rytuałów kalari 
Jak słusznie zauważa Zarilli, trening w kalari składa się z ćwiczeń fizycznych, nauki fechtunku oraz swoistej praktyki duchowej, przez którą rozumie się wybrane techniki jogiczne.[45] Te dwa aspekty treningu odpowiednio rozwijają ciało fizyczne (skt. sthūla śarira) i subtelne (skt. sukṣma śarira), złożone (według hinduistycznej, mistycznej fizjologii) z sieci energetycznych mikrokanałów i mistycznych czakramów (skt.ćakra), czyli skupisk mocy. Można więc powiedzieć, iż celem praktyki kalarippayattu jest rozwój mocy zewnętrznej poprzez trening form, pozycji i technik walki oraz wewnętrznej, rozwijanej dzięki systemowi ćwiczeń oddechowych i wizualizacyjnych. Podobne elementy można zaobserwować w chińskim Qi Gong lub tzw. wewnętrznych stylach (chin.nei-jia) kung-fu, np. tai ji quan.[46] Niektóre ćwiczenia oddechowe (skt.prāṇāyāma) wymagają użycia odpowiednich mantr (magicznych formuł) i mudr (rytualnych gestów), stanowiących tajemnicę keralskich gurukkal.[47]
Zarówno fizyczny jak i "duchowy" trening kalarippayattu wpisany jest w paradygmat rytuałów: codziennych (skt.nitya), okazjonalnych (skt.naimittika) i inicjacyjnych (skt.dīkṣā). Ogólnie można powiedzieć, że nitya to obrzędy obowiązkowe, odprawiane o odpowiednio wyznaczonych porach każdego dnia oraz na początku i na końcu treningu; natomiast naimittika to rytuały, które przeprowadza się w określonych dniach roku, przy okazji świąt lub innych ważnych wydarzeń.[48] Rytuały naimittika w kalari to np. nabożeństwa odprawiane ku czci zmarłych guru danej tradycji. Według doktryny hinduistycznej odprawianie rytuałów nitya nie przynosi konkretnych korzyści, jednak obrzędy te stanowią obowiązkowe czynności religijne każdego z wyznawców. Poprzez rytuały te hinduista potwierdza przynależność do konkretnej tradycji.[49] Można powiedzieć, że rytuały nitya pełnią przede wszystkim funkcję społeczną, wyrażając poprzez hermetyczny język znaków i symboli poglądy i wartości danej społeczności. W ten sposób, poprzez odprawianie konkretnych rytuałów, zachowane zostają imponderabilia danej wspólnoty kulturowej. Podobnie adept kalarippayattu, poprzez każdy, codzienny akt rytualny w kalari, potwierdza swoją przynależność do danej szkoły. Należy zauważyć, iż w kalari te same ryty powtarzane są przez osoby różnych wyznań. Rytuał w kalari jest więc przez większość uczestników uważany za niezbędny akt czci wobec tradycji i guru, nie jest jednak bezwględnie związany z religijnym credo danego adepta. Bardzo istone są również rytuały inicjacyjne (skt.dīkṣā). Pierwszy z tych rytów wprowadza nowego ucznia do "rodziny" (skt.kula), złożonej z adeptów kalarippayattu. Jest to zazwyczaj prosty obrzęd, podczas którego guru namaszcza i błogosławi nowego studenta, a następnie poucza go, w jaki sposób należy oddawać cześć bóstwom kalari. Choć, jak wspomniano wcześniej, obecnie system gurukula nie jest już normą w Kerali, interesujące są relacje pomiędzy ćwiczącymi, starszymi (stażem treningowym) adeptami a mistrzami. Wobec uczniów i trenerów prowadzących treningi w zastępstwie mistrza używa się zwrotu 'starszy bracie' (mal. cettan).[50] Nie ma więc w nomenklaturze kalarippayattu odrębnej formy grzecznościowej, terminu odpowiadającego np. chińskiemu sihing (młodszy instruktor) lub japońskiemu sempai (starszy uczeń). Brak tu również tak charakterystycznego dla współczesnego karate systemu stopni (tzw. pasów). Pomimo to – ćwiczący w danej kalari znają status każdego z uczniów. Wynika to m.in. z tego, iż kolejne ryty inicjacyjne, wprowadzające adepta na wyższy poziom nauki, są ceremoniami skupiającymi całą społeczność kalari.
Treningi jak i uczestnictwo w obrzędach, których częścią jest wspólna konsumpcja uświęconych darów, łączą wspólnotę ćwiczących. Każdy z rytuałów, jak wspomniano w artykule, ma kilka funkcji - jest hołdem dla tradycji, ceremonią, która spaja i konsoliduje daną szkołę, jak również – wyrazem religijności ćwiczących. W muzułmańskich czy chrześcijańskich kalari oczywiście brak wizerunków bóstw czy rytów hinduistycznych, jednak również tam trening związany jest ściśle z rytuałem i religią. Wiele elementów obrzędowości tychże kalari nawiązuje bezpośrednio lub pośrednio do obrzędów hinduistycznych. Równie ważny jest tam kult gurukkal, a wiele gestów, poprzez które oddaje się hołd mistrzom i Bogu, przypomina te omówione powyżej.
Podsumowanie 
 Należy na zakończenie dodać, iż we współczesnym świecie kalarippayattu znana jest bardziej jako sztuka performatywna niż sztuka walki per se. Wielokrotnie zwracano uwagę na pokrewieństwa pomiędzy technikami indyjskiej sztuki walki a gestami czy pozami, które przybierają na scenie aktorzy Teyyam czy Kudiyattam. Ogólnie można rzec, że Kudiyattam kontynuuje tradycję sanskryckiego teatru, a spektakle Teyyam związane są z ludową tradycją religijnych misteriów. Obie formy artystycznej ekspresji inspirowały i dopełniały się wzajemnie, adaptując dla własnych potrzeb również efektowne techniki kalarippayattu.
Podobieństw doszukać można się również pomiędzy treningiem, jaki przechodzą aktorzy tych tradycyjnych sztuk performatywnych, a musztrą indyjskiego wojownika kalari. Kompleksowe szkolenie kalarippayattu wyrabia gibkość i sprawność fizyczną potrzebną w pracy na scenie. Z tego właśnie powodu treningi tej indyjskiej sztuki walki cieszą się dziś powodzeniem także wśród europejskich aktorów.
W niniejszym szkicu chciałem zwrócić uwagę na rytualny i religijny kontekst kalarippayattu. Podobnie jak  wymienione powyżej keralskie sztuki performatywne, również indyjska sztuka walki nauczana jest w religijnej atmosferze. Jej adepci stawiają sobie za cel doskonalenie się poprzez trening fizyczny i duchowy. Codzienne i okazjonalne rytuały uświęcają praktykę kalarippayattu, a sam gurukkal jest w kalari kapłanem, mistrzem nauczycielem i reprezentantem bogów. Nazwanie kalari świątynią jest trafne również dlatego, iż istnieją kalari, które z założenia nie pełnią innej funkcji niż ściśle sakralną. Podczas  badań terenowych w keralskim dystrykcie Kannur miałem okazję uczestniczyć w tantrycznych ceremoniach jednej z tradycji Nair, które odbywały się w rodowym sanktuarium. W odniesieniu do tego świętego miejsca nie używa się tak popularnych w Kerali terminów jak kāvu (mal. leśne sanktuarium) czy kṣetram (mal. świątynia) lecz właśnie kalari. Zbierają się tam inicjowani wyznawcy by za pomocą mantr i rytuałów dążyć do wyzwolenia z kręgu reinkarnacji. Według głównego kapłana tejże kalari, adepci tantrycznej tradycji są  herosami (skt.vira), którzy poprzez praktyki duchowe toczą bój z własnymi słabościami, dyscyplinują umysł i ciało by okiełznać nadprzyrodzone moce. Właściwym miejscem dla ich  obrzędów jest więc kalari.
-

--
chin. - termin z języka chińskiego
jap. - termin z języka japońskiego
mal. - termin z języka malajalam
tam. - termin z języka tamilskiego
skt. - termin sanskrycki

[1] Zarilli 1992: 1-2.
[2] Nair 1993: 121.
[3] Nayar 1990:5.
[4] Zarilli 1992: 1-3.
[5] Choondal 1988: 71.
[6] Kumaran 1993: 18.
[7] Fuller 2001: 8.
[8] Gleason 2001: 194.
[9] Zariilli 1979: 113-114.
[10] Informacje z rozmów z Sasidharan gurukkal w Vadakara.
[11] Choondal 1998: 60-61.
[12] Kumaran 1993: 133-135.
[13] Styl walki skodyfikowany przez C.V. Narayana Gurukkal. Obecnie najpopularniejsza odmiana kalarippayattu w Kerali.
[14] Współcześnie wprowadza się niekiedy na potrzeby zawodów kalarippayattu odrębną kategorię rywalizacji sportowej: "formy indywidualne z bronią".
[15] Zarilli 1979: 115.
[16] Por. np. Yang Ying Ming, Analiza shaolin qin na, Kraków 1998.
[17] Mattson 1998: 118.
[18] Clothey 1992: 53.
[19] Gurukkal 1992: 88.
[20] Panikkar 1918: 290.
[21] Fawcett 2004: 218.
[22] Gough 1952: 72.
[23] Iyer 1970: 17.
[24] Pillai 1991: 285.
[25] Barbosa 1989: 227.
[26] Termin āsaṅṅa jest zapożyczeniem z sanskrytu (skt. āsaṅga).
[27] Panikkar 1918: 256.
[28] Narayanan 1998: 77-78, Narayanan 1994: 264.
[29] Polo 1991: 293.
[30] Termin gurukkal pochodzi od sanskryckiego guru (mistrz, nauczyciel). W języku malajalam -kal jest sufiksem tworzącym liczbę mnogą, w tym przypadku jest to pluralis maiestatis.
[31] R.V. Poduval 2001: 41.
[32] Zarrilli 1979: 116.
[33] Wheelock 2002: 113.
[34] Informacje z rozmów z gurukkal Anil Nair w C.V.N. Kalari, Calicut.
[35] Freeman 1999: 279.
[36] Caldwell 2005: 255-256.
[37] Flood 1996: 190.
[38] Informacje z rozmów z Prakaśan gurukkal z Kollam, podczas seminarium na temat kalari-marma-chikitsa w Kuttipuram (luty 2010).
[39] Gough 1958: 449.
[40] Padoux 1992: 41.
[41] Mishra 2001: 28.
[42] Flood 1996: 186.
[43] Padoux 1996: 45.
[44] Flood 1989: 237.
[45] Zarrilli 2008: 61
[46] Por. np. Yang Ying Ming, Osiem kawałków brokatu, Kraków 1995.
[47] Zarilli 2008: 147.
[48] Benard 1999: 23.
[49] Goudriaan 1989: 156.
[50] Często termin 'cettan' przyłącza się do pierwszych sylab imienia osoby adresata formuły: np. Biniś + cettan = Binicettan ('starszy brat Biniś') lub Vigneś + cettan = Vicettan ('starszy brat Vigneś').